fotolog.pl

malem E&M

Indonezja(84)
Tajlandia(78)
Malezja(75)
Wietnam(59)
Chiny(54)
Kambodża(51)
Laos(43)
Singapur(14)
Sułtanat Brunei(9)

2017 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2016 2015 2014 2013 2012 2011 2010 2009



date: 29.03.2010 :: 14:42 Komentuj (0)
Photobucket
Chinska zupka.


date: 29.03.2010 :: 14:41 Komentuj (0)

Photobucket
     Tak wyglada chinski szpital i wcale nie jest to szpital na peryferiach, tylko w centrum sporego miasta. Ciekawe czy godziny odwiedzin sa limitowane. Wykafelkowane separatki z widokiem na ulice brrr... Staramy sie ze wszystkich sil nie zachorowac;-)



date: 29.03.2010 :: 13:16 Komentuj (3)

     Zwykle na blogu zamieszczamy opisy post factum, ale ta noc zasluguje na relacje bezposrednia. Dlatego gdy tylko w autobusie zrobilo sie wystarczajaca jasno wyciagam laptopa i staram sie opisac ostatnie koszmarne godziny. Zaczelo sie normalnie. Nocny autobus, 15 godzin i mamy byc pod granica laotanska. Majac w pamieci podrozowanie tego typu wynalazkami w Wietnamie wiedzielismy mniej wiecej co nas czeka. Z zewnatrz autobus sypialny faktycznie przypominal te wietnamskie.


      Lecz nie wszystko zloto co sie swieci, przekonalismy sie o tym po wejsciu. W srodku zapach skarpet byl tak uderzajacy, ze nieomal lzawily nam oczy. Chinczycy sa milymi ludzmi, ale higiena nie jest ich mocna strona. Zajelismy miejsca na tyle skarpetkobusa gdzie stloczonych jest kolo siebie 5 miejsc sypialnych- kazde szerokosci ok 35 cm. Jako, ze bylismy jedynymi pasazerami na rufie i pootwieralismy okna, podroz mimo tajemniczych cogodzinnych postojow, stala się znosna.


     Gdy oczy zaczynaly nam sie zamykac nagle do skarpetkobusa wpadlo stadko pasterzy. Nie wiem co chlopaki robily czekajac na transport, ale mysle ze nacierali sie jakims zdechlym wilkiem. Grupa zrobila piorunujace olfaktoryczne wrazenie nawet na podrozujacych z nami Chinczykach. Upojeni kozim mlekiem pasterze rzucili sie w owczym pedzie na wolne miejsca kolo nas. W ostatnim przeblysku przed nadciagajaca katastrofa przenieslismy Edi do spania na ostatnie wolne niezlaezne wyrko. Ja zostalem skotlowany przez rozszalale stado. Zarzucilem ich wszelkimi dostepnymi poduszkami i kocykami i stal sie cud. Na miejscach przeznaczonych dla 3 osob ulokowali sie wszyscy nasi jezdzcy apokalipsy, ktorych jak wiadomo bylo 4. Pozniej jak chomiki w sklepie zoologicznym zbili sie w ciasna kupke. Tu i owdzie wystawala jakas lapa czy glowa. Dodac trzeba, ze chlopaki zastygli w pelnych opakowaniach, nie zdejmowali nawet czapek. Widac pekinska olimpiada byla dla Chinczykow wielkim wydarzeniem, bo juz po pieciu minutach urzadzili sobie zawody w chrapaniu synchronicznym co i tak bylo lepsze od pozniejszych popisow dlugiego pozostawania w nocnym bezdechu i gwaltownego powracania do swiata zywych.


     Nie mogac zasnac myslalem sobie o suskindowskim Jeanie Babtiscie. Jak poradzilby sobie ze swymi genialnymi wechowymi mozliwosciami z tulacym sie do mych plecow stadkiem. Doszedlem do wniosku, ze wyczulby te grupke juz przed wejsciem do autobusu i zrezygnowal z podrozy. Mialem wrazenie, ze jade z waranami z komodo. Kurcze co oni zjedli- moze nadziewana owce Dratewki. Tak czy owak, mimo ze bezsennie, noc jakos tam sobie leciala. Widoki za oknem- gory skapane w ksiezycowym swietle i bambusowe lasy byly zawsze jakas rekompensata. Niestety pasterska brac zaczynala sie wiercic. Mialem nadzieje, ze powodowane jest to niedostateczna iloscia miejsca a nie czyms innym. W plecy powoli acz systematycznie wbijal mi sie jakis chinski lokiec. No pomyslalem, tak pewnie niezauwazenie powstaja chinatowns. Starajac sie by moje wyrko pozostalo homogenicznie polskie w koncu nad ranem zapadlem w sen. I to byl blad bo obudzilem sie twarza w twarz z jednym z chinskich pasterzy i struchlalem na mysl, ze ktos zamknal mnie w MAOzoleum w szklanej trumnie z wodzem. Tesknie bardzo za polskim jedzeniem, ale oscypka dzisiaj bym chyba odmowil;-)



date: 28.03.2010 :: 11:25 Komentuj (3)

Photobucket
Photobucket
     Chinski rzad monitoruje internet i blokuje strony zagrazajace imperium. Wsrod takich jest nawet niesamowicie grozny facebook;-) O absurdach komunistycznego kraju przypomnielism sobie dzis rano, probujac kupic w banku 100$. Niby nic prostszego, a jednak... Pani w okienku poinformowala nas, ze jesli nie jestesmy Chinczkami, a na takich jej wygladamy to nie ma szans na zakup dolcow. W koncu podpowiedziala nam prosty sposob na ominiecie prawa. Znajdzcie przyjaciela Chinczyka, ktory kupi dla was dolary i po sprawie. Jednym slowem znjadz Irene Ochucka. Na pytanie, czy ona moze zostac naszym chinskim przyjacielem, padlo zimne: nie.


      Ludzie w banku poproszeni o przyjazn natychmiast sie oddalili. No i zaczelismy poszukwanie chinskich przyjaciol. To samo w sobie nie wydawalo sie trudne, bo to mili ludzie. Jednak zaprzyjaznic sie z kims, kto choc troszke mowi po angielsku i zechce zaryzykowac wplatanie w miedzynarodowa afere finansowa to juz cos. Po wielu nieudanych probach w koncu sie udalo i transakcja doszla do skutku.



date: 28.03.2010 :: 09:05 Komentuj (0)

     Po krotkich naradach postanowione. Po miesiacu w Indonezji polecimy do KL i tego samego dnia na malezyjskie Borneo. Juz sie cieszymy. Kupno 3 biletow zabralo niecala godzinke. Idziemy uczcic nowe plany piwkiem i pierogami;-)



date: 28.03.2010 :: 05:55 Komentuj (0)

Photobucket
     To zdjecie wykonane na jednym z chinskich podworek przypomnialo mi o "Trzech panch na rowerach" Jeroma K Jeroma. Najzabawniejszej ksiazce jaka czytalem w zyciu. Polecam wszystkim.



date: 27.03.2010 :: 14:53 Komentuj (4)

Photobucket
Photobucket
Photobucket
     Korzystajac z wietnamskich i kambodzanskich PKS-ow przyzwyczaislismy sie do cogodzinnych przerw na obad. W Chinach taktyka jest odmienna. Przezrwa w podrozy zwykle jest jedna, ale zawsze jakas sie trafi. W czasie postoju mozna cos zjesc w przydroznej knajpce... i wlasnie moze dla tego pozniej postojow powinno byc ciut wiecej;-)



date: 27.03.2010 :: 14:39 Komentuj (0)

Photobucket

     Chiny przerosly nas logistycznie. Z Shangrili do Laosu droga zajmie nam 3 dni... jedna prowincja;-) Ale nic nie szkodzi bo podrozowanie autobusami to swietna zabawa. Zaczyna sie zwykle na dworcu. Po odszukaniu wlasciwego autokaru wystarczy sie spakowac

Photobucket
Photobucket
Photobucket

Zmiesci sie wzystko. Po spakowaniu mozna ruszyc w droge i wtedy to najlepsze- widok za oknem.

Photobucket



date: 26.03.2010 :: 16:17 Komentuj (1)

Photobucket
Photobucket
Wszytko ma swoje miejsce. Dobry pomysl na wypadek alzheimera;-)

Photobucket
     Budzetowe hostele w Chinach maja fajny klimat. Wszedzie dostepne sa termosy z wrzatkiem, czesto mozna wypozyczyc rowery.



date: 26.03.2010 :: 16:07 Komentuj (2)

Photobucket
Photobucket
Photobucket
     Tybetanski klasztor z gigantycznym mlynkiem modlitewnym. Na jego powierzchni zapisane sa mantry. Obracanie mlynka (mani) odpowiada ustnym modlitwom. Poczatkowo myslelismy, ze mlynek obracany jest mechanicznie.



date: 26.03.2010 :: 15:54 Komentuj (2)
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Szpital na peryferiach.

Photobucket
Photobucket
Oprocz pieknych starowek i zabytkow jest tez normalna chinska rzeczywistosc.


date: 26.03.2010 :: 14:51 Komentuj (2)
Photobucket
Photobucket
Photobucket
W klasztorze znajduje sie pomieszczenie, w ktorym mnisi wyrabiaja swiece. Niezwykle, tajemnicze, niezmienione od dawna. Nowoczesnosc tam nie dotarla.


date: 26.03.2010 :: 12:47 Komentuj (2)

     Kupilismy bilety do Dali na jutro. Szkoda bedzie zostawic Shangrile ale musimy powoli jechac w kierunku Laosu. Mimo kiepskiej pogody Shangrila to najlepsze miasto jakie zwiedzilismy w Chinach. Tybetanczycy sa super a do tego te 3300 m n.p.m. Dzis lekki trekking po okolicznych gorkach- zapiera dech w piersiach doslownie;-)



date: 26.03.2010 :: 02:34 Komentuj (2)
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket


date: 26.03.2010 :: 02:31 Komentuj (4)
Photobucket
Photobucket
Photobucket


date: 26.03.2010 :: 02:27 Komentuj (2)
Photobucket
Buddaweiser;-)


date: 26.03.2010 :: 02:23 Komentuj (0)
Photobucket
Photobucket
Photobucket


date: 25.03.2010 :: 16:35 Komentuj (0)

Photobucket
Photobucket
     Glowna atrakcja Shangrili obok starego miasta, jest tybetanski klasztor Songzanlin Si. Niestety chinski rzad stosuje polityke odstarszajaca turystow z mniejszym budzetem od atrakcji tego kraju. Wstepy sa drogie nawet jak na europejskie mozliwosci. 10 euro za wstep do klasztoru to stanowczo za duzo. Tym bardziej, ze cala kasa pewnie wedruje do kieszeni partii, ktorej ciagle Mao. Tak wiec mozemy wszystkim odwiedzajacym to miejsce polecic krotki spacer po okolicznych wzgorzach, ominecie kas biletowych i darmowe zwiedzanie. Lepiej wrzucic grosik do mnisiej kieszeni.



date: 25.03.2010 :: 15:58 Komentuj (3)
Photobucket
Jaki stanowia podstawe egzystencji Tybetanczykow. Mieso, nabial, skory, wyroby z kosci i rogow.

Photobucket
Jacze maslo dodawane jest do wodki- mimo pozornego zderzenia smakow calkiem niezla kombinacja.

Photobucket
Photobucket
Pierogi z jaczym miesem.

Photobucket
Jaki to adres?


date: 25.03.2010 :: 15:44 Komentuj (2)
Photobucket
Nowoczesna czesc Shangrili

Photobucket
Photobucket
Tybetanski Gandalf.

Poprzednie